Poranek na torze Nürburgring jest chłodny, a asfalt jeszcze nie oddał ciepła po nocnym deszczu. Właśnie tutaj, z dala od salonów sprzedaży i tabel sprzedażowych, Honda dopracowywała samochód, który miał przełamać stereotypy. CR-Z - kompaktowe, sportowe coupé z napędem hybrydowym - było próbą odpowiedzi na pytanie, czy „zielone” auto może dawać prawdziwą radość z jazdy.

Model, produkowany w latach 2010-2016, od początku budził zainteresowanie. Nie tylko dlatego, że łączył benzynowy silnik z elektrycznym wsparciem, ale przede wszystkim przez coś, co w świecie hybryd było niemal herezją: został wyposażony w sześciobiegową manualną skrzynię biegów. Honda świadomie postawiła na rozwiązanie skierowane do kierowców, którzy chcą czuć samochód, a nie tylko nim podróżować.
Geneza CR-Z sięga drugiej połowy pierwszej dekady XXI wieku. Rosnące ceny paliw i naciski na ograniczenie emisji spalin zmuszały producentów do szukania nowych dróg. Honda postanowiła pójść pod prąd - zamiast tworzyć wyłącznie oszczędny środek transportu, zaprojektowała auto, które miało angażować. Prace nad zawieszeniem i układem kierowniczym prowadzono na jednym z najtrudniejszych torów świata. Według części źródeł w dopracowaniu charakteru prowadzenia uczestniczył Keiichi Tsuchiya, legenda japońskiego motorsportu i pionier driftu. Jego doświadczenie miało pomóc nadać hybrydzie bardziej sportowe DNA.
Pierwszy sygnał, że Honda szykuje coś nietypowego, pojawił się w 2007 roku na Tokyo Motor Show. Rok później w Genewie zaprezentowano wersję przeznaczoną na rynek europejski. Gdy w 2010 roku CR-Z trafiła do sprzedaży, było jasne, że to nie jest zwykła hybryda. Smukła linia coupé, niska masa i wyraźne nawiązania do sportowej tradycji marki jasno komunikowały ambicje projektu. Inżynierowie sięgnęli po doświadczenia zdobyte przy modelu Insight - pierwszej masowo produkowanej hybrydzie w Europie - oraz dwóch generacjach Civic Hybrid. Na tej bazie powstał rozwinięty system Honda Integrated Motor Assist. W CR-Z nie chodziło jednak wyłącznie o oszczędność. Układ IMA zoptymalizowano pod kątem reakcji na gaz, płynności pracy i osiągów, tak aby elektryczne wsparcie było odczuwalne w codziennej jeździe.
Sercem CR-Z został 1,5-litrowy, 16-zaworowy silnik benzynowy o mocy 114 KM, współpracujący z jednostką elektryczną generującą 14 KM i 78 Nm momentu obrotowego dostępnego natychmiast po wciśnięciu gazu. System i-VTEC dbał o zmienne fazy rozrządu, pozwalając łączyć chęć do wysokich obrotów z rozsądnym zużyciem paliwa. W praktyce reakcja na przyspieszenie przypominała większe, nawet 1.8-litrowe silniki benzynowe.

Akumulatory niklowo-metalowo-wodorkowe o napięciu 100,8 V umieszczono pod podłogą bagażnika. Zabieg ten pozwolił obniżyć środek ciężkości i nie zabierał miejsca w kabinie. Był to kompromis pomiędzy osiągami, trwałością i kosztami, a po latach eksploatacji baterie IMA zyskały opinię wyjątkowo niezawodnych.
Podwozie zdradzało ambicje konstruktorów. Szeroki rozstaw kół, sztywne nadwozie i niska masa sprawiały, że CR-Z prowadziła się pewnie oraz precyzyjnie. Kierowca mógł dodatkowo wybrać jeden z trzech trybów jazdy: Normal, Econ lub Sport. Każdy zmieniał charakter auta - od spokojnego, oszczędnego towarzysza codziennych dojazdów po bardziej agresywnego kompana krętych dróg.
Stylistycznie CR-Z nie ukrywała swoich korzeni. Dzielona tylna szyba, opadająca linia dachu i wyraźnie zaznaczone nadkola przywodziły na myśl kultową Hondę CRX. Wnętrze również opowiadało swoją historię: futurystyczne zegary, zmienne podświetlenie reagujące na styl jazdy i kokpit inspirowany lotnictwem tworzyły atmosferę nowoczesnego, kompaktowego sportowca w układzie 2+2.

Choć samochód rzadko trafiał na wielki ekran, często pojawiał się w programach motoryzacyjnych jako „dziwny, ale fascynujący eksperyment Hondy”. Zyskał za to „drugie życie” w świecie gier - w „Gran Turismo 5” i „Gran Turismo 6” gdzie jego popularność była większa niż w salonach sprzedaży. Honda wraz z Mugenem poszła jeszcze dalej, tworząc prototyp CR-Z z turbodoładowaniem, karbonowym nadwoziem i mocą przekraczającą 200 KM. Projekt był gotowy, lecz nigdy nie trafił do produkcji. Dziś te egzemplarze są motoryzacyjnymi „białymi krukami”.
Po latach CR-Z wraca w opowieściach youtuberów i twórców na TikToku jako „zapomniana perełka Hondy”. Jedyny z planowanej rodziny sportowych hybryd - obok niezrealizowanych CR-S i CR-X Hybrid - pozostał symbolem odwagi producenta. Hybryda z manualną skrzynią biegów nie stała się rynkowym hitem, ale zapisała się w historii jako dowód, że ekologia i emocje nie muszą się wykluczać.
Tekst powstał na bazie artykułu .